Spacer po Warszawie

Nieczęsto zdarza mi się bywać w stolicy a już na pewno nie dla przyjemności. Tym razem jednak mój wyjazd był czysto towarzyski. Zwłaszcza że wyprawa przebiegała we Wspaniałym Towarzystwie;)

W zasadzie wyprawa to bardzo duże słowo bo w Warszawie spędziłam równo 40 godzin. Niewielka część była przeznaczona na sen (i tu po raz kolejny ukłony w stronę mojego towarzystwa) a samej Warszawie poświęciłam zaledwie 5 godzin. Co można zobaczyć w tym czasie?

Spacer zaczęłyśmy (a tak zaczęłyśmy, tym razem zostawiłam męża w domu i spędziłam weekend w całkowicie damskim towarzystwie) w śródmieściu, skąd przeszłyśmy w stronę Rynku Starego miasta. Po drodze minęłyśmy budynek Teattu Wielkiego Opery Narodowej:

 

oraz Nike:

A tu już na Rynku:

 

Odwiedziłyśmy koścół św. Anny:

 

Zajrzały na dziedziniec Zamku Królewskiego:

 

 A także do Katedry św. Jana:

 

W zeszłym roku miałam okazję zajrzeć do Katedry, ale niestety zobaczyłam tam jedynie rusztowania- trwał gruntowny remont.

Kolejne odwiedzone przez nas miejsca to mury i barbakan:

oraz pomnik małego powstańca:

Obok takich miejsc nie przechodzi się w Warszawie obojętnie. Dla mnie to jedyne miasto w Polsce, w którym w zgiełku dnia codziennego wpada się fragmenty historii, często w sensie dosłownym. Linia wyznaczająca niegdysiejszy mur getta. Fragment ściany Hali Mirowskiej, zawierający ślady po kulach. Tablica upamiętniająca miejsce śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Wspomniany wcześniej pomnik małego powstańca. Wszystkie te miejsca znalazły się na mojej drodze zupełnie przypadkowo.

Spacer zakończyłyśmy w czasach powojennych- na tarasie widokowym Pałacu Kultury i Nauki. Nie wiem czy jest drugi budynek w Polsce, który budzi aż takie kontrowersje. Bo przypomina trudną historię? Chyba nie, takich miejsc jest w Warszawie dziesiątki. Bo bardziej wschodni a dziś jesteśmy bardziej zachodni? Może. Ale Pałac jest z Warszawą nierozerwalnie związany, daje świadectwo historii tego miasta. Uważam że nie można wymazywać kart historii, które nam się nie podobają. Bo w historii najważniejsze jest to, by była prawdziwa. Może gdy przeciwnicy Pałacu zabiorą się za niego w sensie dosłownym, tych kilka zdjęć zrobionych na tarasie pałacu będzie historyczną pamiątką?

Dziewczyny, dziękuję za wspaniały weekend.

Ewa

Zima w Krynicy

Mój pierwszy pobyt w Krynicy przypadł na majowy weekend. Jeśli chodzi o panujący tam gwar i zgiełk, Krynica przypominała mi wtedy Zakopane. Mimo to wrażenie pozostało pozytywne. W marcu tego roku, gdy po raz drugi zawitałam do Krynicy, zobaczyłam zupełnie inne miejsce. Takie samo, ale inne.

Podobnie jak w lecie, pobyt w Krynicy rozpoczęłam od Jaworzyny. Tym razem poznając uroki stacji narciarskiej, szczycącej się mianem najlepszej w Polsce. Już sam wjazd na parking uświadomił mi że to musi być prawda- jak inaczej można by wytłumaczyć konieczność zapłacenia za niego aż 10zł? Nie będę się rozpisywać na temat kolejnej stacji narciarskiej, podzielę się tylko jedną opinią: kolejkom gondolowym mówię stanowcze i zdecydowane nie.

Wracając do tematu- Krynica.

Nie będę odkrywcza, jeżeli napiszę że ogromne wrażenie robi na mnie architektura Krynicy. W okresie zimowym, gdy ruch turystyczny maleje, łatwiej widzieć uroki takich miejsc. W zasadzie przymykając oczy, można cofnąć się 100 lat wstecz i zobaczyć przedwojenny kurort. Ale nie tylko- nowa pijalnia to już budynek typowo socjalistyczny. Jak zwykle wybrałam najbardziej śmierdzącą wodę (Tadeusz, przy nim Zuber to sama przyjemność). W samej pijalni ruch zrobił się w porze poobiedniej, zwróciłam uwagę że byłam tam chyba najmłodsza. Tchnienie przeszłości można było poczuć korzystając z sanatoryjnych rozrywek- o 16 w sali koncertowej rozpoczął się występ chóru. Repertuar ambitny i klasyczny- m. in. Moniuszko. Po wyjściu (nie dotrwaliśmy pewnie nawet do połowy koncertu) czułam się jakbym naprawdę wróciła z podróży w czasie i tu już nie przedwojenna architektura była tego przyczyną.

Kolejnym punktem naszego pobytu w Krynicy była wizyta w Romanówce- willi mieszczącej muzeum Nikifora Krynickiego, słynnego malarza- prymitywisty. Twórczość Nikifora przypomina bazgroły dziecka wykonane kredkami świecowymi. Ale wrażenie, które powstaje jest takie, że zwykłe rzeczy, budynki, przedmioty stają się czymś bajkowym czy wręcz fantastycznym. Malarstwo było dla mającego trudności w porozumiewaniu się z otoczeniem Nikifora (słabo słyszącego i z wadą wymowy) sposobem wyrażania siebie. Patrzenie na jego prace jest jak patrzenie spod przymkniętych powiek na Krynicę- można przenieść się w inny świat.

Myślą przewodnią tego tekstu, miała być próba spojrzenia na miejsce, będące jednym z bardziej znanych polskich uzdrowisk, w którym pozostał ślad dawnego piękna. Staram się przychylniej spoglądać na miejsca, odpychające mnie ogromnym ruchem turystycznym, którego przecież nie sposób ignorować a przez który nie warto ich omijać. Żal mi tylko widząc nową zabudowę, często kompletnie gryzącą się z pierwotnym charakterem miejsca, a niestety w Krynicy (podobnie jak np. w Szklarskiej Porębie) zjawisko to jest bardzo widoczne. I na koniec pijalnia Jana, w której byliśmy jedynymi gośćmi.

Ewa