Wybierając się do Dalmacji nie miałam zbyt wielu planów: wyjazd zorganizowaliśmy praktycznie w niecały tydzień. Ale jeden plan miałam: Split.
Split jest stolicą regionu żupanija Splitsko- dalmatyńska, popularnie znanego jako Dalmacja Środkowa. Już w starożytności zachwycał: cesarz Dioklecjan wybudował tu swoją rezydencję, która do dziś jest jednym z najważniejszych punktów podczas zwiedzania Splitu.
Zacznę od informacji praktycznych. Parkowanie- dramat. Nie żebym liczyła na darmowy parking, niemniej równowartość ok. 90 PLN, którą przyszło nam zapłacić za 5h parkowania czyni Split najdroższym parkingiem z jakiego korzystałam (Bratysława z pamiętnym 1,5E za 0,5h spada na drugie miejsce). Mieliśmy spis parkingów w niewielkiej odległości od starego miasta, co oczywiście nic nie dało- wszędzie pełno. Musieliśmy zaparkować na parkingu tuż przy promenadzie, na którym miejsca były- zapewne ze względu na cenę. Tu po raz pierwszy odczuliśmy brak przywilejów, jakie normalnie daje zwiedzanie Chorwacji w październiku.
Zaparkowaliśmy i zapomnijmy o tym. Pierwsze wrażenia? Palmy.

Naszym celem był punkt widokowy, położony na wzgórzu niedaleko starego miasta. Choć podejście nie było przystosowane dla dziecięcych wózków, było warto:

Schodziliśmy inną drogą, klucząc między kamieniczkami z białego kamienia. Idąc w dół ze wzgórza, mijając urocze, ukwiecone budynki nasunęło mi się skojarzenie. Split przypominał mi Funchal- stolicę Madery.

Nadszedł czas na największą atrakcję: pałac Dioklecjana. Jest to dość nietypowy zabytek, trudno nawet określić jego granice, gdyż obrosły go późniejsze zabudowania miejskie. Teren dawnego pałacu stopniowo obudowywany był kolejnymi budynkami, przechodził także transformacje dziejowo- kulturowe. I tak m.in. pogańskie świątynie zamieniono na kościoły. Najsłynniejszą i dobrze zachowaną częścią pałacu jest perystyl.

W starożytności było to miejsce oficjalnych uroczystości. Zwiedzanie pałacu jest darmowe- jest on integralną częścią miasta, niemniej do niektórych atrakcji należy wykupić bilet. Mamy tu kilka opcji, w zależności od tego co nas interesuje. Ja zdecydowałam się na Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wraz z wieżą oraz skarbiec.

Radek o żadnej wieży nawet nie chciał słyszeć. Dla takich osób są bilety obejmujące jedynie katedrę, w odpowiednio niższej cenie.
Następnym przystankiem był obiad. Typowo śródziemnomorski: stek z tuńczyka i domowe wino. I tu miłe zaskoczenie: ceny były przyzwoite. A to jak na Chorwację dość nietypowe.
Spędziliśmy jeszcze chwilę klucząc po uliczkach Splitu, zrobili urokliwe zdjęcia i ruszyli z powrotem w kierunku Zadaru.
Wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco Split jest z pewnością miejscem, które warto zobaczyć. Mam poczucie, że nie doświadczyłam nawet połowy jego uroków. Tym bardziej zachęcam Was do odwiedzenia tego miejsca: o wspaniałej, letniej i relaksującej atmosferze.
Ewa





