Istambuł

Jest zima. Jest zimno. Wiem, może być gorzej, mamy przecież koniec stycznia i pierwsze prawdziwe mrozy tej zimy. A ja marzę o tym, aby znaleźć się w jakimś zdecydowanie cieplejszym miejscu. Dlatego dziś zapraszam na spacer po Istambule.

Program wycieczki biura podróży wyglądał mniej więcej tak: całodzienne zwiedzanie Stambułu m.in. hipodrom, Hagia Sophia, Błękitny Meczet, Pałac Topkapi. Dla chętnych (za dodatkową opłatą) fakultatywny rejs po Bosforze. Powrót do hotelu, kolacja, nocleg. I tak to w zasadzie wyglądało, ale takiej relacji tu nie będzie. Nie będę cytować przewodników a opiszę szczegóły, które zwróciły moją uwagę.

Zacznę od widoków z hotelowej restauracji znajdującej się na ostatnim piętrze:

Na pierwszym planie Stambuł od podwórka, w głębi widoczne Morze Marmara.

Jeden z obowiązkowych punktów programu- Błękitny Meczet. Wyłożony błękitnymi kafelkami wygląda jak gigantyczna łazienka. Tak wygląda kolejka do wejścia:

A tak wygląda odpowiednio ubrana kobieta:

Niebieska chusta nie jest moja, obsługa meczetu dysponuje chustami i ubiera przed wejściem wszystkie nieskromnie ubrane panie.

Błękitny Meczet i Hagia Sophia stoją naprzeciw siebie. Kolejne zdjęcia zrobione (tak wiem że to banał i każdej wycieczce to pokazują, ale mi się podobało) z miejsca w którym jest widok na obie budowle- gdy spojrzałam w prawo widziałam Błękitny Meczet:

Gdy spojrzałam w lewo Hagia Sophia:

Hagia Sophia to z pewnością jeden z cudów świata i można napisać na ten temat kilkustronnicowy elaborat. Ja chcę pokazać jeden szczegół- drzwi. Drzwi, na których widać że kiedyś znajdowały się tam krzyże. Muzułmanie podczas „adaptacji” budynku na meczet po prostu zdjęli poziome ramiona.

 Kilka zdjęć z samego spaceru po Stambule- budynki z charakterystycznymi wykuszami:

Jak widać o miejsce było zawsze trudno stąd taki właśnie pomysł powiększenia powierzchni mieszkalnej.

Pucybut:

W żadnym innym kraju, w którym byłam nie jest to tak popularny zawód jak w Turcji.

Uliczki z restauracjami przypominającymi bardzo greckie tawerny:

Stoliki stoją tu niemal na ulicy.

Kasztany jadalne:

Pełno tu wózków z których kupić można gotowaną kukurydzę oraz kasztany jadalne, których koniecznie chciał spróbować mój mąż. Chciał spróbować więc sam był sobie winien że musiał je potem zjeść.

Rejs po Bosforze, wyspa Galatasarayu Stambuł:

oraz latarnia, która pojawia się w jednym z filmów z Jamesem Bondem:

Na koniec zabytek. Klasyczny zabytek Stambułu, który podobał mi się najbardziej. Starożytna cysterna na wodę:

Miejsce bardzo zaskakujące i jednocześnie przyjemne (oświetlenie robi klimat;))

Wieczorem zafundowaliśmy sobie samodzielny krótki spacer. Chcieliśmy dojść do Wielkiego Bazaru co nam się niestety nie udało, ale wrażęń dostarczyła nam sama droga- konkretnie poszukiwania naszego hotelu. Zakończone sukcesem, ale momentami emocjonujące.

Stambuł jest jednym z tych miejsc, po zobaczeniu których odczuwam niedosyt. Miałam nawet taki etap, że bacznie przeszukiwałam połączenia lotnicze w celu zaspokojenia tego niedosytu kilkudniowym rajdem po mieście. Jest to miejsce gdzie naprawdę kończy się Europa a zaczyna Azja a w oddali majaczy orient.

Ewa

Zimowa łaskawość Królowej Beskidów.

Śniegu w tym roku jak na lekarstwo, na nartach jeździć się nie da. Stąd pomysł zimowego wejścia na Babią Górę.

Z Korbielowa do schroniska „Slana voda” można dojechać samochodem. „Hviezdoslavovą aleją”, która jest pięknym rezerwatem świerka dochodzimy do niewielkiego muzeum biograficznego Milo Urbana.

 

Teraz dopiero zaczynamy pokonywać wysokość. W tym rejonie trzeba też bardziej uważać na szlak – jest dużo dróg w różnych kierunkach a oznaczeń mało. Jak się później okazało, do pierwszego schronu, to był najbardziej stromy odcinek drogi. W schronie przywitała nas tutejszym alkoholem spora grupa Słowaków.

Po krótkim odpoczynku idziemy dalej. Teren jest coraz bardziej widokowy na Tatry i nie tylko.

 

Przy kolejnej wiacie odchodzi szlak na Przeł. Lodową, jest też źródło, a na upartego wiata nadaje się do spania.

 

Trawersem dochodzącym do polskiej granicy, wchodzimy w chmurę. Jak by mogło być inaczej – Babia Góra musi być w chmurze.

Krótki odpoczynek przy ostatnim zasypanym śniegiem schronie i atakujemy szczyt w niesamowicie silnym wietrze. Na szczycie błyskawiczne zdjęcie we mgle i powrót.

 

Babie Góra okazała nam swoją łaskawość, dała nam też do zrozumienia, że musimy to docenić.

 

Radek