Czym zaskoczyła nas Istebna

Po ostatnim wpisie postanowiłam kontynuować temat wypoczynku z dziećmi. Kolejnym miejscem, które mieliśmy okazję odwiedzić była Istebna.

Istebna to wieś w Beskidzie Śląskim. Przyznam że przeze mnie trochę pomijana, z dwóch powodów. Po pierwsze dojazd. Standardowo, aby dostać się do Istebnej ze Śląska trzeba przejechać przez Wisłę. Kto choć raz w życiu miał nieprzyjemność przejeżdżać przez Wisłę, ten wie o co mi chodzi. Zdarzyło mi się ośmiokilometrową trasę przez Wisłę pokonywać w 45 minut, a nie jest to najgorszy, możliwy wynik. Drugim powodem omijania Istebnej była dla mnie ta nijakość. Istebna nie ma jakiegoś centrum, jest rozrzucona na wzgórzach, sprawiała na mnie przez to wrażenie nijakiej. Pomyliłam się ogromnie i oba powody pomijania tego miejsca okazały się nieistotne, a dlaczego postaram się uzasadnić w dalszej części wpisu.

Na początek garść informacji praktycznych, od dojazdu zaczynając. W Istebnej spędziliśmy długi weekend majowy. Trudno wyobrazić sobie gorszy termin pod względem komunikacyjnym. Przeanalizowaliśmy jednak możliwe warianty dojazdu i zdecydowaliśmy się jechać przez Czechy. Nadłożyliśmy trochę kilometrów, ale myślę że się opłacało. Jechaliśmy praktycznie bez zatrzymywania, dobrymi drogami, a cała trasa zajęła nam ok. 1,5h. Najmniej przyjemny był odcinek wiślanki, co tylko umocniło nas w przekonaniu że wybraliśmy najlepszą drogę. Sama Istebna tez nie przerażała ilością ludzi, jak to zazwyczaj ma miejsce w tym terminie. Może właśnie to położenie na wzgórzach, bez wyraźnego centrum dało taki efekt.

Pojechaliśmy do Istebnej z nastawieniem na proste wędrówki ze Stasiem. Udało nam się zrealizować to w stu procentach. Rodzicom, którzy szukają podobnych atrakcji jak my mogę polecic kilka tras:

  1. Przełęcz Szarcula. Można powiedzieć- a co tu ciekawego, przecież na Szarculę wjeżdża się samochodem i nic specjalnego tam nie ma. Owszem, cel nie jest zbyt atrakcyjny, ale droga wspaniała. Wystartowaliśmy z parkingu koło aquaparku. Pierwsza część trasy biegnie asfaltem, ale jeżeli droga asfaltem może być przyjemna to właśnie ta była. Biegnie wśród drzew, wzdłuż potoku. Po ok. 600m szlak odbija w las i prowadzi do znajdującej się na wzgórzu wsi. Za wsią robimy krótki postój na śniadanie i tym razem w otwartym terenie ruszamy na przełęcz. Widoki są naprawdę piękne, a pogoda dopisuje. Na przełęczy robimy kolejny krótki postój, po czym schodzimy w dół. Nie chcąc powtarzać całego odcinka przed wsią skręcamy na aslaftową drogę, która prowadzi do naszego parkingu. Cała trasa to ok. 6,5km, a nam w nieśpiesznym tempie zajęła ok. 5h.

szarcula

  1. Sołowy Wierch. Niewielki szczyt znajdujący się pomiędzy Koniakowem a Zwardoniem. Samochód zostawiamy na przełęczy Rupienka i ruszamy w górę niebieskim szlakiem. Szlak jest krótki i przyjemny i ku naszemu zdziwieniu, mimo dość wczesnej pory nie jesteśmy tu jedyni. Na szczycie robimy krótki postój połączony ze śniadaniem i wracamy. Ta trasa była bardzo krótka (ok. 4,5km), więc postanawiam przejść się z przełęczy w stronę hodowli głuszca. Niestety, jest 3 maja i wszystko jest tu pozamykane na głucho, jednak sam spacer jest bardzo przyjemny. W tym miejscu warto też wspomnieć o bardzo emocjonujących przejazdach po wzgórzach Trójwsi, zwłaszcza jak się ma duży samochód. Mnie w szczególności zapadł w pamięci odcinek pomiędzy główną drogą przez Koniaków a przełęczą Rupienka, w czasie którego objeżdżamy od zachodu szczyt Ochodzitej. Droga (czy raczej dróżka) jest wąska, obfitująca w strome zjazdy i podjazdy. Ogólnie rzecz ujmując emocjonująca, choć nie każdy lubi tego typu emocje.

solowy_wierch

  1. Zródła Olzy. Na ostatni dzień zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do źródeł Olzy. Nie mieliśmy jakoś szczególnie określonego planu, wiedzieliśmy, że chcemy dojść do źródeł a potem coś wymyślimy. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy na pustym parkingu w miejscu gdzie rozpoczyna sie trasa zobaczyliśmy jeden samochód- samochodód rodziców Radka. Staś nie zawsze znajduje w wycieczkach górskich tyle atrakcji ile my i zdarza mu się marudzić. Ale nie wtedy kiedy idzie z babcią i dziadkiem. Z dziadkami potrafi przebyć każdą trasę, tak też było i tym razem. Pierwszym etapem było dojście do zbiornika retencyjnego na Olzie, drugim były źródła Olzy. Tu nasze pomysły się skończyły, a trasa dopiero zaczynała. Ze źródeł Olzy poszliśmy na Pietraszonkę zahaczając o chatkę sudencką Akt, nastepnie zeszli bez szlaku do drogi asfaltowej prowadzące do zbiornika retencyjnego, tym samym robiąc „pętelkę“. Trasa była stosunkowo długa (ok. 9km) i zajęła nam 7 godzin, ale Staś ani przez chwilę nie poczuł zmęczenia.

olza

Nie ukrywam, że o wyborze Istebnej w dużej mierze zadecydowały względy praktyczne: znaleźlismy nocleg dzień przed wyjazdem, teren obfitował w trasy idealne dla Staśka no i podróż samochodem była krótka. Tymczasem Istebna okazała się naprawdę pięknym miejscem- jestem oczarowana położeniem na wzgórzach, pięknymi (choć nie spektakularnymi) widokami oraz dużą ilością zieleni. Z rzeczy, które sa warte uwagi warto wymienić słynne Koniakowskie muzeum koronki, centrum pasterskie oraz wycieczkę na trójstyk granic: polskiej, czeskiej i słowackiej. Wspaniałym miejscem jest także Leśny Ośrodek Edukacji, w którym mieliśmy okazje porozmawiać z leśnikiem, Staś natomiast wybudował wspaniałą fortecę z drewnianych klocków. Ostatnim argumentem, który przemawia za tą lokalizacją jest fakt, że nawet w tak obleganym terminie jak majowy weekend nie czuliśmy sie przytłoczeni ilością ludzi, co z pewnością miałoby miejsce w innych zakątkach Beskidu Śląskiego. Istebną mogę więc polecić osobom szukającym spokoju, bez względu na termin- tu można odpocząć.

Ewa