Niedzielne popołudnie na Błatniej

Ostatnią niedzielę spędziliśmy w Beskidzie Śląskiem, a konkretnie na Błatniej. Przy okazji policzyłam, że jest to najczęściej odwiedzany przez nas szczyt. Nie mam pewności ile dokładnie razy weszliśmy na Błatnią, ale było to co najmniej 7. Stasiek natomiast zdobył ten szczyt dwa razy, choć słowo zdobył jest tu nieznacznie na wyrost. Doszłam do wniosku, że warto poświęcić wpis miejscu, w którym bywamy najczęściej.

Biorąc pod uwagę ilość ludzi na szlaku oraz samym szczycie nie jesteśmy jedynymi wielbicielami tego miejsca. W ostatnią niedzielę było tu naprawdę tłoczno. Nie wiem co kierowało innymi turystami, ale dla nas Błatnia jest tak naprawdę najbliżej położonym szczytem- leży w północnej części Beskidu Śląskiego, a dojazd samochodem zajmuje ok. 1,5h. Wybraliśmy trasę zielonym szlakiem z Brennej, która jest jedną z ładniejszych. Już sama Brenna wyróżnia się na tle innych miejscowości Beskidu Śląskiego- nie jest miejscowością przelotową, co powoduje to, że ruch samochodowy ogranicza się do ruchu lokalnego. Szlak, na który się zdecydowaliśmy początkowo biegnie asfaltem, później przechodzi w polną drogę. Charakterystyczne jest to, że bardzo szybko opuszczamy wieś i pomimo niewielkiej wysokości na jakiej się znajdujemy widoki są wspaniałe- przed nami kwitnące łąki, nieco dalej zalesione wzgórza.

naszlaku

Po ok. 50 minutach do zielonego szlaku dobija czarny- prowadzi on z samego centrum miejscowości, dlatego ilość ludzi na szlaku znacznie wzrasta. I tu muszę po raz kolejny przyznać, że ilość ludzi w ostatnią niedzielę bardzo mocno nas zaskoczyła. Błatnia była i jest popularnym szczytem, ale takiej ilości ludzi, podczas naszych co najmniej 7 poprzednich wejść jeszcze nie widziałam. Większość stanowiły oczywiście rodziny z dziećmi. To może być kolejny powód popularności tego szczytu- podejście jest przyjemne i niezbyt strome, w sam raz dla dzieci.

Warto także wspomnieć o samym schronisku pod szczytem. Jest to jedno z bardziej zadbanych schronisk w polskich górach, serwuje także smaczne jedzenie. Tym razem nie zdecydowaliśmy się na nic, gdyż odstraszyła nas kolejka do baru, niemniej jest to miejsce gdzie kuchnię można spokojnie polecić. Ze schroniska już tylko rzut beretem na szczyt. Tym razem wybrał się tam tylko Radek, ja zadowoliłam się jego zdjęciami:

szczyt

Na szczycie spotykają się szlaki, a te prowadzą na Błatnią ze wszystkich stron. Podejść można z Jaworza Nałęża (grzbietówka, bardzo lubiana przez Radka), Jaworza Górnego, Wapienicy (okolice zapory na rzece Wapeinica), a także grzbietem z Szyndzielni i Klimczoka (tej trasy akurat nigdy nie przeszłam). Do tego dochodzi kilka szlaków nie-PPTKowskich jak np. szlak szklany.

Dla mieszkańców Śląska Błatnia jest w zasięgu ręki (i nogi- wejście jest naprawdę proste) także zachęcam, aby skusić się na sobotni bądź niedzielny wypad.

Ewa