Nasze wielkie, greckie wakacje

Trafiłam ostatnio na artykuł w Internecie, że większość Polaków korzystających z biur podróży wybrała w tym roku Grecję. Oznacza to że nie jesteśmy zbyt oryginalni, gdyż pierwszy tydzień czerwca spędziliśmy na greckiej wyspie Korfu.

To był nasz drugi pobyt w Grecji, osiem lat temu naszą podróż poślubną spędziliśmy na Krecie. Tak jak Korfu jest zupełnie inną wyspą niż Kreta, tak nasz pobyt znacznie odbiegał od poprzedniego. Pierwszą, ale jakże znaczącą różnicą był fakt, że towarzyszyli nam znajomi z dwójką wspaniałych synów w wieku 3 i 5 lat. Jeżeli doliczyć do tego naszego 3,5 letniego Stasia, to śmiało można przyznać że chłopcy tworzyli mały gang (gang to dobre słowo) i zdecydowanie wyróżniali się w pełnym dzieci hotelu. Drugą istotną różnicą jest sama wyspa: zielona i kwitnąca, tak inna od spalonej słońcem Krety.

grecja_2

grecja_1

Ten pobyt był znacząco inny od większości naszych wakacyjnych wyjazdów. Chyba nigdy nie spędziliśmy tyle czasu korzystając z hotelowych atrakcji, głównie z basenów (dzieci wolały baseny), klubu dziecięcego, a w moim przypadku najchętniej z morza i plaży. Nastawialiśmy się na to, stąd wybór hotelu o przyzwoitym, nastawionym na dzieci zapleczu. Nie zmienia to jednak faktu, że odbyliśmy kilka ciekawych wycieczek, o których chciałabym napisać.

Pierwszą z nich była wycieczka do stolicy wyspy Korfu Town. Jest to jeden z żelaznych punktów pobytu na Korfu, który śmiało można polecić każdemu. Stare miasto składające się z wąskich uliczek oraz weneckich kamienic jest niezwykle urokliwe i zachęca do spacerów. Główną atrakcją miasta są dwie twierdze, z których jedną mieliśmy okazję zwiedzić. Zwiedzanie jest zazwyczaj najsłabszym punktem jeśli chodzi o wakacje z dziećmi, tu jednak poszło nam bardzo dobrze. Pełna armat, schodów i wąskich przejść twierdza okazała się być niezwykle interesująca dla chłopców. Na samym szczycie twierdzy była latarnia morska oraz możliwość podziwiania widoków.

corfu_town

Bardzo mocnym punktem wakacji w Grecji jest jedzenie. Przeczytałam kiedyś takie zdanie: tawerny greckie dzielimy na dobre i bardzo dobre. Po dwóch pobytach w Grecji nie mogę się z tym nie zgodzić. Za każdym razem ortodoksyjnie zamawiałam musakę (jest trochę inna niż na Krecie- przykryta znacznie większą ilością beszamelowego sosu), Radek tradycyjnie gustował w wołowinie (charakterystyczne danie z wołowiny na Korfu to sofrito), natomiast nasi znajomi stawiali na owoce morze (doskonała ośmiornica i mule) oraz małe, smażone rybki. Do tego niezwykle proste (najczęściej pomidor, ogórek + oliwa) sałatki oraz kieliszek domowego wina i naprawdę nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Drugą i zarazem najładniejszą moim zdaniem wycieczką był spacer do willi Achillon należącej niegdyś do cesarzowej Austrii Elżbiety, znanej jako Sissi. Do miejsca, z którego rozpoczynał się około dwukilometrowy spacer do leżącej na wzgórzach willi mieliśmy ok. 10 minut jazdy autobusem. Następnie droga biegła asfaltowymi serpentynami, którymi wspinały się wypełnione chętnymi do zwiedzania willi turystami. Po drodze zajrzeliśmy do baru. Przemiła właścicielka, dowiedziawszy się skąd jesteśmy powiedziała nam że w tym roku na Korfu jest wyjątkowo dużo turystów z Polski. Zwiedzanie samej willi kosztuje 8E za osobę dorosła, ale już dwoje dorosłych + maksymalnie 2 dzieci kosztuje 15E (bilet rodzinny). Od czasu kiedy Staś skończył 2 lata i za większość wstępów musi płacić, zauważyliśmy że bardzo dobrym rozwiązaniem są bilety rodzinne. W tym wypadku cena za rodzinę była niższa niż za dwie dorosłe osoby.

achilon

W zeszłym roku miałam okazję zwiedzić rezydencje cesarską Hofburg w Wiedniu, więc większość faktów z życia cesarzowej była mi znana. Ciekawostką natomiast było dla mnie to, że kolejnym właścicielem willi (powiedzmy sobie szczerze- mało było osób mogących sobie pozwolić na takie lokum) był ostatni cesarz niemiecki Wilhelm. O postaci cesarza Wilhelma czytałam w książce :Taniec na wulkanie“ autorstwa księżnej pszczyńskiej Daisy Hochberg von Pless, niemniej akurat tego nie wiedziałam. Tym, co najbardziej mnie zachwyciło podczas zwiedzania był dziedziniec oraz widoki. To było coś, czego brakowało mi podczas całego pobytu na Korfu: widoku z góry na wyspę oraz morze. Morze Jońskie okazało się jednym z piękniejszych (dla mnie najpiękniejsze, Radek stwierdził że woli ocean) jakie widziałam.

morze_joskie

Mieliśmy okazję spędzić na Korfu naprawdę wspaniały tydzień, co nie zmienia faktu że nie będzie mnie ciągnąć aby tu wrócić. Nie dlatego że coś mi się tu nie podobało (no może jedna rzecz- greckie zamiłowanie do porządku, czyli piętrzące się przy drogach zwały śmieci), ale dlatego że część atrakcji okazała się dla nas niedostępna lub nieatrakcyjna. Mam tu na myśli głównie wycieczki statkiem, powiązane ze zwiedzaniami jaskiń, kąpielami na pełnym morzu czy nurkowaniem. Po prostu nie jesteśmy fanami takich atrakcji, a tutaj są one jednymi z dominujących, co szczególnie jest widoczne przeglądając oferty wycieczek fakultatywnych. Dla fanów morskich kąpieli i opalania polecam jak najbardziej: greckie słońce, przepiękne morze, wspaniałe jedzenie i wino, a to wszystko osiągalne w niespełna dwie godziny lotu z Katowic.

Ewa

Reklamy